sobota, 27 kwietnia 2013

Coco Chanel || Drzemią we mnie dwa żywioły ;)

Czy gdyby Mademoiselle Gabrielle Chanel żyła w dzisiejszych czasach, świat okrzyknąłby ją cwaniarą i utrzymanką bogatego starucha?

Audrey Tautou jako Gabrielle " Coco" Chanel


Zwykło się dziś mówić, że moralność upada, a obyczaje niepokojąco się rozluźniają... A jak było kiedyś?

Obejrzałam kilka miesięcy temu biografię Coco Chanel przedstawiającą tę część jej życiorysu, zanim stała się ikoną mody. Idealizując wcześniej tę postać i mając za damę z wyprasowaną koronką przy mankietach (kogoś na miarę Tissai De Vries), poczułam się lekko zniesmaczona.
Gabrielle była bardzo biedną dziewczyną, która wraz z siostrą mieszkała w jednym pokoiku i śpiewała wieczorami w knajpie. Jeśli pamięć mnie nie myli - sierotą. Dorabiała też przy poprawkach krawieckich.
Do owej knajpy zaglądał pewien młody, bogaty baron, który szybko upatrzył sobie jej siostrę, jako towarzyszkę mocno zakrapianych imprez. Rychło zakochali się w sobie, a siostra Coco wyjechała zamieszkać z baronem.
Gabrielle postanowiła w tym momencie udać się do pewnego władcy ziemskiego, który posiadał liczne konie wyścigowe, a który mimo umizgów w barze, w którym śpiewała, wydawał się jej nad wyraz obrzydliwy. I stary dla młodziutkiej Francuzki.
Coco zamieszkała w posiadłości ze służbą, jednak co noc musiała uiszczać swojemu panu zapłatę w jego sypialni, nie kryjąc przy tym zniechęcenia i obrzydzenia.
Czy dziś nie nazywamy tego "nowo powstałego zjawiska" sponsoringiem, tak popularnym wśród młodych studentek, które przyjechały do wielkiego miasta?
Gabrielle, nazywana przez swojego starszego "przyjaciela", Coco, mieszkała u niego, dopóki nie poznała pewnego młodego, przystojnego Brytyjczyka. Projektowała już wówczas sporadycznie kapelusze dla dam zakutych w gorsety i koronki. Boy, bo tak miał na imię jej wybranek serca nie mógł się jednak z nią ożenić, ponieważ miał zaplanowany ślub dla pozycji i pieniędzy z pewną brzydką, majętną damą. Nie przeszkodziło mu to jednak w otworzeniu dla Coco butiku w Paryżu i pokrywaniu wszelkich kosztów. Gabrielle projektowała stroje, a jej kochanek opłacał wszelkie rachunki. Trudno wywnioskować, jak szedł interes, jednak w momencie, gdy Coco życzy sobie kupna samochodu, Boy mówi, że pieniądze na jej koncie topnieją... W tak zwanym międzyczasie, Pan, z którym wcześniej pomieszkiwała w zamian za drobną, sypialnianą opłatę, oświadczył się jej, jednak ta oczywiście odmówiła, mimo, że również chciał zasponsorować jej działalność jako projektantki.
Coco żyje więc szczęśliwa w Paryżu, z po kryjomu dojeżdżającym do niej Boyem i nie martwi się niczym, tylko tworzy. Chadza do teatru z dawnym, starszym "przyjacielem" i w jednym z takich momentów dowiaduje się o śmiertelnym wypadku ukochanego.
Film nie mówi już nam, czy Gabrielle dalej korzysta z pomocy finansowej swojego "byłego". Skupia się na pracy, organizuje swój pierwszy pokaz już typowej, ponadczasowej dziś mody Chanel. I tu, w najciekawszym momencie film się urywa...

Coco miała niepodważalnie bardzo ciężkie i smutne życie. Po śmierci Boya nigdy nie wyszła za mąż. Jednak ta biografia, przynajmniej w moim odczuciu, rzuca cień na nieskazitelność, jaką możemy podziwiać na dawnych zdjęciach, w perłach i skromnym, acz wytwornym żakieciku. Czy Coco bez swojego sprytu i odrobiny farta stałaby się ikoną mody? Gdyby nie zamieszkała w posiadłości z końmi, gdyby nie poznała kochanka, który otworzył jej paryski butik? Czy jej geniusz zdołałby się wybić sam, bez żadnej pomocy osób z zewnątrz?




Zebrało mi się dziś na myślenie... może dlatego, że piszę ten post z przerwami cały dzień, a o Coco rozważałam już wczoraj w wannie. 

Również wczoraj zaczęłam liczyć, liczyć, w końcu na palcach niczym Jaskier układający wiersz... Zostało mi półtora roku do trzydziestki i co w związku z tym? Niby dorosłam...

Pod pewnymi względami nie zmieniłam się ani kapki, ale czym właściwie jest ta dorosłość i kto ma prawo ustalać jej normy?

Wybuchające niemowlaki na koncertach Rammsteina są dla mnie wspaniałym widowiskiem wartym swojej ceny, a całe ich występy formą doskonale przygotowanej sztuki. Sztuki, która nie boi się tego, co nie wypada, a jednocześnie nie próbuje szokować na siłę wieszając penisa na krzyżu, jak to zrobiła niegdyś jakaś polska rzeźbiarka. Najlepszą komedią, poza Love Actually jest dla mnie seria Jackassów. Najlepszymi reżyserami Rob Zombie i Quentin Tarantino. Oczywiście, że urzekła mnie ekranizacja Dumy i Uprzedzenia, ale nie pobije ona striptizerki z Mką zamiast nogi (Planet terror - R. Rodriguez). Nie muszę się zastanawiać, który z tych filmów kupię na Blu Rayu, którego estetykę będę podziwiać - zmutowany Bruce Willis z pęcherzami na twarzy, czy wybuchająca nagle głowa Naveena Andrewsa ...

Pastisz, satyra, groteska, absurd - w tych miejscach odnajduję się całkowicie. Kino klasy Z, psychopatyczni mordercy ze zniekształconymi twarzami (obejrzałam nawet Hatcheta, mimo, że była to najgorsza ze szmir)... Pamiętam moją reakcję na Egzorcyzmy Emily Rose. Wszyscy się bali, ja miałam uśmiech szeroki jak znikający kot z Alicji. Możecie być pewni, że jeśli obetnę sobie kiedyś przypadkiem palec - sfotografuję wszystko i wrzucę na Facebooka jeszcze przed wizytą w szpitalu... Bo jest to "fajne", właśnie w ten Jackassowy, społecznie niepoprawny sposób. Kiedyś myślałam, że nastolatki są mniej, lub bardziej szalone, a noszenie na szyi strzykawki ze swoją krwią - normalne w moich kręgach. Dzisiaj, u progu bycia "dojrzałą", nie jestem ani odrobinę poważniejsza. Nadal podobają mi się teledyski Bloodhound Gangu (mam mieszane uczucia co do Fire Water Burn, bo bardzo szanuję starsze osoby) i rozumiem jedynie absurdalny i sarkastyczny brytyjski humor.

Od walk łóżkowych mam wiecznie siniaki na nogach. Biegam po domu jak małe dziecko, wywracam się...  Dzień spędzam, jak to moje kochanie stwierdził - na wąchaniu kwiatków.
I to się nie zmienia... I nie chcę by się zmieniało.

A może to jest tak jak z Jaskrem? Miał czterdzieści, wyglądał na trzydzieści, mniemał o sobie, że ma dwadzieścia, a zachowywał się na mniej niż dziesięć...

W przeciwieństwie jednak do Jaskra, poza strojeniem się, nadal pamiętam, że haka wyprowadza się tak samo jak kopnięcie - z biodra, a dzięki moim chłopięcym niegdyś zainteresowaniom, po zrzuceniu tłuszczu, na światło dzienne wyglądają nieśmiało dawno temu nabyte mięśnie :) Nooo... bardzo nieśmiało, ale zawsze coś :)

Sweter - Zara
T-shirt - H&M
Pasek - Zara
Spodnie - Zara
Sandałki - Aldo
Torebka - Mohito
Okulary - Avon










Photos by POSH


środa, 24 kwietnia 2013

Łódź Fashion Week 2013

Jak pisałam - bojkotuję, bo wiem, że idzie się tam wyłącznie dla lansu, a nie po to, by wynieść jakiekolwiek modowe wartości merytoryczne...
Miną wieki, zanim polscy projektanci dorosną choć do pięt takim ludziom jak Dsquared2.

Oczywiście, że byłam ciekawa, co też mnie ominęło. Zajrzałam więc na bloga pewnego fotografa, którego bardzo cenię za jego warsztat, a który przy okazji zawsze prezentuje fotorelacje z pokazów.
Ogólnie było nudno, smutno, buro i ponuro jak za czasów PRL. Za grosz odwagi, czy innowacji. Nie zaprezentowano niemal nic praktycznego, w czym można by faktycznie wyjść na ulicę. Kilka pokazów przypominało prace dyplomowe szalonych, acz niezbyt zdolnych studentów, reszta, pokaz mody z szafy urzędniczki Kowalskiej.

I tak na pokazie Maisons de mode Lille, wśród worków na ziemniaki mieliśmy marynarkę Mietka - Dozorcy http://scieslik.com/wp-content/uploads//2013/04/DESIGNER-AVENUE-MAISONS-DE-MODE-LILLE-JUSTINE-CLENQUET-CLIVIA-NOBILI-SARAH-SUMFLES-6264.jpg
Ogrodniczkę do pracy w polu, podejrzewam zaczerpniętą krojem i materiałem gdzieś z Listy Schindlera  zdj 6 http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-maisons-de-mode-lille-justine-clenquet-clivia-nobili-sarah-sumfles/#more-13026
I stonowany strój cyrkowego klauna (ostatnie zdjęcie)

Wiola Wołczyńska postawiłą na sukienki z zasłony szyte przez niewidomego http://scieslik.com/wp-content/uploads//2013/04/DESIGNER-AVENUE-WIOLA-WO%C5%81CZY%C5%83SKA-6244.jpg
i stroje niczym ubranka dla lalek - zrób to sam, wytnij i posklejaj http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-wiola-wolczynska-2/#more-12917
Choć nie powiem, dwa, trzy ciuchy się obroniły, tylko... chyba widziałam je kilka lat temu w Reserved, czy innej sieciówce ;)

Pokaz Kędziorka był chyba prosto z krojowni... Ubrania wywrócone na lewą stronę z wiszącym kawałem materiału, pocięte, jakby zapięte szpilkami na manekinie, ale jeszcze nie gotowe do fastrygi, bo totalnie bez formy. Wszystko szare, zbyt niebezpiecznie kojarzące mi się z ubiegłoroczną kiepską wersją kolekcji Łukasz Jemioł Basic... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-kedziorek-2/#more-12789

Grome Design - http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-grome-design/#more-12756
Jestem na tak, bo tutaj w końcu coś, cokolwiek się zadziało. Ciuchy eleganckie, bezpieczne, jak 80% pokazanych kolekcji biało - beżowe, ale można w nich wyjść na ulicę.

Kamila Gawrońska - Kasperska zafundowała nam PRLowskie kostiumy z filmu Sciencie fiction klasy Z (wiecie, takiego, gdzie duża ilość scenografii zrobiona jest ze srebrnej folii kuchennej...) http://scieslik.com/wp-content/uploads//2013/04/DESIGNER-AVENUE-KAMILA-GAWRO%C5%83SKA-KASPERSKA-6014.jpg

Filip Roth zafundował nam chłopców w kalesonach z krokiem poniżej kolan, ozdobionych lśniącymi pelerynkami. Modelki miały wymalowane oczy na czarno niczym Pris z Blade Runnera i wielkie pomarańczowe worki z rękawami. Miało być artystycznie, wyszło jak zwykle...  http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-filip-roth/#more-12679

Project Zoa http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-project-zoa/#more-12633 (polecam 4 zdjęcie!!!)
Przekonuje nas do stylu na ekshibicjonistę - mokasyny, czerwone, garniturowe skarpetki i marynarka sięgająca do pół uda, a pod spodem nic! W tym sezonie, panowie, latacie po parku w wysoko podciągniętych skiepach i krótkim płaszczyku, pokazując co pod nim kryjecie każdej babuni na ławeczce :)
Żeby było bardziej trendy dobierzcie kolor torby do koloru skarpetek (w torbie możecie nosić cukierki, na które będziecie łowić dzieci...)
Dla Pań zaproponowano gumowe, przezroczyste pokrowce przeciwdeszczowe na walizkę... Nie nie, nie rozumiemy się - macie je założyć na siebie, kij z tym, że bardziej pasują na walizkę.

MMC natomiast proponuje kombinezony z cekinów i szal, który pozwoli przebrać Ci się za kolbę kukurydzy. Nie zabrakło też modelki ubranej w szary śpiwór. http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-mmc-2/#more-12555

Agata Wojtkiewicz przemyciła na pokaz żakieto - pelerynki z folii aluminiowej (idealne piorunochrony!), grube, pikowane podomki babci w odcieniach pampersowego różu i bluzki, które możemy sobie uszyć sami z dowolnej podpinki do kurtki, czy też kufajki noszonej przez cieci w latach 70tych.
http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-agata-wojtkiewicz-2/#more-12505

Natalia Jaroszewska http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-natalia-jaroszewska-2/#more-12464
Ładnie, odważnie, elegancko i ciekawie. Tylko bryczesy mogłaby sobie darować, ale z jej kolekcji chętnie bym coś sobie przygarnęła.

Michał Szulc natomiast zaproponował piżamy, szycie z resztek i trochę odzieży gwizdniętej bezdomnym...
http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-michal-szulc-2/#more-12431

Monika Mrońska - tak, gdyby nie ten czerwony, welurowy garnitur... Sporo fajnych męskich marynarek. http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-monika-mronska-for-norman/#more-12399

Nenukko, tu znów mam wrażenie, że projektant wzorował się na strojach bezdomnych... plus maniera polskich "projektantów" do pokazywania zdjętych z manekina koszmarów, które ktoś dopiero zaczął szyć... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-nenukko-2/#more-12286

Aryton - tu możemy zobaczyć garsonkę i płaszcz uszyte z koca oraz jakąś nieforemną, polarową bluzę tuż obok eleganckiego biznesowego kostiumu. Nie wiem co zrobiono modelkom, ale wyglądają jakby nie spały dwa tygodnie... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-aryton/#more-12321

Agnieszka Orlińska - bardzo zwyczajnie, poprawnie i mocno nijako
http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-agnieszka-orlinska-2/#more-12262

Wojtek Haratyk zaproponował za duże męskie marynarki do pasa połączyć z 3 rozmiary za małymi spodniami od garnituru. Dwa całkiem fajne płaszcze i jako wisienka na torcie - czarny prochowiec z błyszczącej podszewkowej tkaniny do niebiesko żółtych adidasów. W tym sezonie zdecydowanie mamy się ubierać jak kloszardzi, bardzo pijani kloszardzi!
http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-wojtek-haratyk/#more-12238

Paulina Plizga całą swoją kolekcję oparła na jakże odkrywczym patchworku. Kolejna "gwiazda", która sypie manierą "utnij byle jak materiał, doszyj kilka ścinków, gratuluje, właśnie stworzyłeś sztukę!"
http://scieslik.com/fashion-week-off-out-of-schedule-paulina-plizga-3/#more-12202

Łukasz Jemioł - tym razem bardzo casualowo, bezpiecznie, w jednym odcieniu... odrobinę gorzej niż poprzednio, ale mimo wszystko bardzo dobrze :) http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-lukasz-jemiol-basic/#more-12113

Ptaszek zaprezentował coś całkiem ciekawego, żulerskiego, ale w ten fashionowo pożądany sposób. Miał wpadkę z chłopem w gumiokach i drelichu, który właśnie skończył przerzucać gówno, jednak cała kolekcja jest na plus. http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-ptaszek/#more-12037

Orsay wypadł "w porządku", ale nie obyło się bez sukienki prababci z jej osiemdziesiątki ;)
http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-ptaszek/#more-12037

Marta Wachholz - Biczuja - pokaz bardzo udany poza jednym, czy dwoma "przebraniami" http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-marta-wachholz-biczuja-gosc-specjalny-lviv-fashion-week/#more-11913

Tomaotomo ... nieźle, ale mogłoby być lepiej. Sterczące ramiona kreowane przez Christophe Decarnina wyszły z mody ładne kilka sezonów temu...  Tym bardziej za wpadkę uważam te poduchy uszyte z pluszu na maskotki... Cały pokaz na modłę lat 80-90 http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-tomaotomo-by-tomasz-olejniczak-2/#more-11842

Shabatin - fajnie, odważnie, z dużym zapatrzeniem w Dsquared2 i w niektórych momentach lekko niemodnie - punk zszedł już dawno z piedestału (gdzieś w momencie rezygnacji Decarnina z roli dyrektora domu mody Balmain). http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-shabatin/#more-11789

Nick-Nack - duży minus za opaski z naturalnego futra. Kolekcja bardzo udana, a sukienka ze złotymi obręczami na rękawach cudna. http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-nick-nack/#more-11743

Sylwia Rochala - projektanka niegdyś najpiękniejszych swetrów zawiodła mnie na całej linii. Połowę ciuchów uszyto z materiału ze srebrną nitką, z którego niegdyś w jej ofercie były bardzo udane leginsy. Tym razem postanowiła uszyć z niego ... męskie dresy. http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-sylwia-rochala/#more-11699

Monika Gromadzińska - konkurs im dziwniej, tym lepiej... nawet nie wiem jak to określić nie stosując pejoratywów... http://scieslik.com/fashion-week-off-out-of-schedule-monika-gromadzinska/#more-11669

Thunder Blond - tu jest o czym pisać - połyskliwy fragment hełmu Lorda Vadera zestawiono z oczojebną bluzą odsłaniającą męski owłosiony brzuch. Mamy też coś dla muzułmanek - burkę uszytą z zamków błyskawicznych. Pokaz kreatywnie koszmarny i kozaki z mankietami - było, było! U Givenchy! http://scieslik.com/fashion-week-off-out-of-schedule-thunder-blond/#more-11620

Dominika Cybulska zaprezentowała mężczyzn w bamboszach i  asymetrycznych spódnicach seksownie odsłaniających bladą, włochatą łydkę. Był też zestaw piżam o kroju chłopskim Polski Mieszka I i kobieta-koc. http://scieslik.com/fashion-week-off-out-of-schedule-dominika-cybulska/#more-11589

Katarzyna Górecka postawiła na pastelowe, włochate fioletowo-różowe sweterki odsłaniające pępek. Na pewno kojarzycie koleżanki z podstawówki, które miały czarne odrosty do połowy głowy, niskie oceny, spodnie biodrówki i tłuste blond włosy w kucyk...  http://scieslik.com/fashion-week-off-out-of-schedule-katarzyna-gorecka/#more-11561

Slava Zaitsev - było fajne, etnicznie i kolorowo... gdyby nie mężczyźni w łowickich koszulach do kolorowych rajstop. Tak, tylko koszula plus rajstopy... http://scieslik.com/fashion-week-off-out-of-schedule-katarzyna-gorecka/#more-11561

Anniss - większość kolekcji skierowana do fanów BDSM... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-anniss/#more-11486

Charlotte Rouge - fajnie, ładnie, z pomysłem i cudownymi buciorami :) http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-charlotte-rouge/#more-11432 Tylko jedna z modelek albo miała niestrawność, albo była w ciąży, bo strasznie sterczał jej brzuch, co trochę psuło ogólny efekt sukienek...

Fur Garden - sukienka z futra w panterkę i niebieski, welurowy, sznurowany płaszcz z nitami, to dla mnie trochę za dużo... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-fur-garden-gosc-specjalny-belarus-fashion-week/#more-11287

Berenika Czarnota miała dla nas sweterki elfów Świętego Mikołaja... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-berenika-czarnota/#more-11366

Pokaz Roksolany Bogutskiej był bardzo wzorzysty, elegancki i różnorodny. Poza tym drobnym faktem, że lansowane przez nią barokowe złoto na głębokiej czerni, to światowy tren ubiegłego sezonu! http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-roksolana-bogutska-pokaz-zamykajacy-8-edycje-polskiego-tygodnia-mody-gosc-specjalny-lviv-fashion-week/#more-13059

Cocoon Carlo Rossi to sympatyczna, codzienna moda. Beżowo, jak u większości... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-cocoon-carlo-rossi/#more-11323

Mohito - no cóż, pagony dawno wyszły z mody i nie zanosi się, by miały wrócić drogi LPP... http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-mohito/#more-12066
Skąd oni wzięli te modelki? :)

Jarosław Juźwin - fajne kurtki i sukienki przypominające te z pokazów Balmain 4-5 lat temu, z tą różnicą, że te u Juźwina nie przewidują posiadania płuc, żeber, ani nic, co sprawiłoby, że sylwetka rozszerza się od talii w górę.  Biust wykluczony! http://scieslik.com/fashion-week-designer-avenue-jaroslaw-juzwin/#more-11392

Nie było pokazu Roberta Kupisza, któremu gorąco kibicuję, a który zaczął mnie ostatnio martwić, jako, że w tym roku wypuścił... nie domyślicie się! Koszulki z orzełkiem... tylko orzełek ciut inny niż poprzedni i koszulki w ciut innych kolorach :(

Drogi Fashion Weeku, oczekuj mnie w przyszłym roku - przyjdę z koszem zgniłych pomidorów i będę je rozdawać wśród widzów, by mieli czym aktywnie wyrażać dezaprobatę.

Większy Faszion Łik mam codziennie przy porannej kawie, przeglądając Lookbooka...

Jeśli zapytacie, dlaczego ten świat tak wygląda... odpowiem Wam, że jako była studentka ASP, wiem w jaki sposób kończy się tę uczelnię. Z rękoma po łokcie włożonymi w dupę - jeśli tylko potrafisz godzinę opowiadać o emocjach, jakie wyraża czerwona plama na Twoim blejtramie i nie masz jaj, ani na tyle uczciwości, by przyznać się, że zwyczajnie przed chwilą, z własnej pierdołowatości wywróciłeś na niego słoik z farbą... Twoja plama objedzie wystawy na całym świecie, a ludzie to kupią, żeby pokazać się innym, bo było w galerii i miało wysoką cenę. Prawdziwa sztuka nie potrzebuje reklamy - spójrzcie chociażby na obrazy Jeremiego Geddesa. Maluje realistycznie, ale z bliska na obrazach widać grube, pewne pociągnięcia pędzla. Dopiero z odległości kilkudziesięciu centymetrów zaczynamy widzieć zdjęcie. Jeremy reklamuje się poprzez... swojego bloga, a jego obrazy sprzedają się w chorych cenach kilkudziesięciu tys dolarów. Za 3tys zł można kupić jego... plakat.





Wracając na ziemię, gdzie jest cicho, spokojnie, śpiewają ptaszki, drewniany płotek pomalowany jest biała farbą, a życie proste i nikt nie proponuje mężczyznom spódnic do bamboszy, ani marynarek do slipów... Poboleję sobie jeszcze w ciszy, że zachodni projektanci pokazują kreatywną modę dla ludzi, a polscy "sZtHukĘę"... A jutro zapomnę. Tak jak potrafię zapominać o wszystkich brzydkich rzeczach, które przychodzi mi zobaczyć. Co nie znaczy, że nie pamiętam widoków tragicznych, jak obdzieranie zwierząt żywcem ze skóry, czy zmasakrowane twarze muzułmańskich kobiet bez nosów, oczu, powiek, uszu w wyniku polania ich przez mężów kwasem... (ale obiecałam sobie nie poruszać kwestii politycznych na blogu...)




Kolia - Mohito
Pasek - Asos
Rurki 7/8 - Zara
Top - H&M
Ramoneska z rękawem 3/4 - Bershka
Kopertówka - Mohito
Koturny - Aldo








Photos by POSH



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nude Sunday

Mam dzień opóźnienia, a w zasadzie kilka, jeśli brać pod uwagę książkę, którą obiecałam przeczytać i zrecenzować, a nawet nie otworzyłam okładki, ale w tak piękną pogodę po prostu nie wiem co ze sobą zrobić, bo mam ochotę być wszędzie...
W skutek czego, nie jestem nigdzie, gdzie być powinnam, bo np śpię na tarasie. Mam tendencje do zasypiania wszędzie tam, gdzie jest ciepło i istnieje szansa na pozycję horyzontalną, także latem można mnie dość często zobaczyć łapiącą nieświadomie promienie UV, nabywającą nowych zmarszczek i opalenizny w kształt okularów / koszulki. Jak mnie tak matka znajdzie u siebie w ogrodzie, to przykrywa kocem, żebym się doszczętnie nie spaliła... Wiem, że spanie na słońcu jest niebezpieczne i niezdrowe, ale o ile umiem się obyć bez czekolady, tak słońca po długich zimach jestem niezwykle głodna, choć nigdy się celowo nie opalam.

Wczoraj mieliśmy dość zabawną wizytę. Zjechała się rodzinka z piankowymi pojemnikami chińskiego jedzenia i konsumowaliśmy je w dziwnych pozycjach na podłodze :) Nie obyło się bez papryki między zębami ;)

Również wczoraj zaliczyłam wieczór pod tytułem "Dziś nie pomoże nawet czekolada, ani ciasteczko... czy kontener ciasteczek". Doświadczyłam najsmutniejszego ze skutków zrzucenia wagi - nie mam żadnych spodni, w których wyglądałabym "jakkolwiek". Ja wiem, że można: pasek plus spadochron na biodrach, ale jakby nie o to chodzi... Koniec końców, kiedy wypchanie ust pozostałymi z obiadu Raffaello nie przyniosło pożądanego skutku, udałam się do miejsca kultu, odwiedzanego o wiele bardziej tłumnie niż jakakolwiek inna świątynia - do Świątyni Przybytku, a raczej Zbytku, zwanej potocznie Galerią Handlową. Co by ominąć tłum, wlazłam do jednego sklepu i siedziałam tam do zamknięcia, czyli ponad półtorej godziny, doprowadzając, jak mniemam, ekspedientki z przymierzalni do szewskiej pasji, ponieważ wynurzałam się zza zasłony średnio co dwie minuty mówiąc: większe / mniejsze / takie, tylko inne / jakby były białe... / jest może jeszcze jedna para takich samych? Tym sposobem przymierzyłam jakieś 17 par dżinsów w Zarze i nie zdążyłam nawet rozejrzeć się po Trafalucu.

Polecam zwrócić uwagę na te spodnie:
http://www.zara.com/webapp/wcs/stores/servlet/product/pl/pl/zara-seu-S2013/401019/1177541/SPODNIE+WOSKOWANE
http://www.zara.com/webapp/wcs/stores/servlet/product/pl/pl/zara-seu-S2013/401019/1136511/SPODNIE+COATED+Z+SUWAKAMI

Są z tego samego, bardzo miłego w dotyku, mięciutkiego, woskowanego materiału. Bardzo elastyczne i wygodne. Ślicznie leżą, ale niestety mają lekko zawyżoną rozmiarówkę i 34 miało na mnie za szeroką nogawkę.

Sama nabyłam chyba to:
http://www.zara.com/webapp/wcs/stores/servlet/product/pl/pl/zara-seu-S2013/401019/1196036/SPODNIE+Z+KOLOROWEGO+JEANSU w odcieniu beżu
i to http://www.zara.com/webapp/wcs/stores/servlet/product/pl/pl/zara-seu-S2013/401019/1202629/SPODNIE+SOFT+TOUCH

Trudno rozpoznać jakikolwiek ciuch na tych straszakach z ich strony internetowej...
W każdym razie, jeśli szukacie spodni z bardzo dopasowanymi nogawkami, to te z metką Z1975 właśnie takie są :)




Przymierzam się do recenzji pokazów z Łódzkiego Fashion Weeku, ale póki co, z bólu nie mogę siedzieć przed komputerem i piszę post na cztery raty :(
Zapominam co napisałam, czytam od nowa, a w międzyczasie już znów zaczyna mnie boleć...



Trencz - Tommy Hilfiger
Spodnie - Zara
Koturny - Aldo
Top - Zara
Torebka - LV
Okulary - Avon (nie mogę się od nich odczepić :)
Bransoletki - India Shop





Photos by POSH fashion blog


czwartek, 18 kwietnia 2013

Fashion Week

Nie wybieram się na polski, a do Nowego Yorku za daleko...
Poza tym obiecałam sobie nie podążać, ani nie interesować się jednosezonowymi trendami. Baa w ogóle na dobre wypisać ze sztucznie nakręcanej machiny konsumpcjonizmu.

Zdecydowanie preferuję kontemplować ćwierkanie ptaszków i zaprzyjaźniać się z robakami w ogródku.
Moja mama potrafi wstawać o piątej rano, żeby posłuchać ptaków. Czasem je nagrywa i wysyła mi MMSem, choć prawdopodobnie te u mnie w lesie śpiewają dokładnie tak samo :)
Dziś znów było lato, a od piątku ma być wiosna... czyli zimniej :( Jak zwykle na weekend pogoda się je... tego.

Podobno podstawą dobrego stylu jest posiadanie dobrej krawcowej, która zmieni krój rękawów, skróci, wytaliuje, przerobi, uszyje z dwóch sukienek jedną. Ja takiej nigdy nie znalazłam. Oddawałam nieraz ciuchy do przeróbki tu i tam, ale efekt był opłakany - zniszczone ubrania za każdym razem. Raz tak skrócono mi spódniczkę, że sięgała do połowy pośladków (sic!). Jako osoba atechniczna, bez jakichkolwiek zdolności krawieckich, wpadłam na pomysł wypróbowania taśmy z klejem do ubrań. Kupiłam jedną z najwęższych i w ciągu jednego dnia skróciłam trzy spódnice, pięć par spodni i sześć koszulek. Śmiem twierdzić, że ubrania wykończone taśmą wyglądają jeszcze lepiej niż obszyte, a do całego procederu potrzebne jest jedynie żelazko :)

Sześć dni po kolejnej wizycie u cudotwórcy, mój kręgosłup wyszedł na wspólny spacer i odwiedził babcię. Nic nie bolało :)

Marynarka - H&M
T-shirt- H&M
Szorty - H&M
Aviatory - H&M
Bikery - Vintage
Torebka - CC
Bransoletka - Hermes

Łukasz, tak całkiem przy okazji, bo biegałam za nim z aparatem :)
Top - Asos
Spodnie - S.Oliver
Aviatory - H&M
Buty - wojskowe

Edward - własność prywatna ;) 









Photos by POSH Blog



wtorek, 16 kwietnia 2013

Bohemian Summer

Wczoraj była wiosna, dzisiaj lato.
Śpieszę się, bo może zaskoczy nas jutro jesień, a pojutrze wróci zima... Kto wie...

Proszę to obowiązkowo odsłuchać i rozkoszować się każdą nutą :)
Znacie zapewne wersję Eminema, ale z całym szacunkiem dla jego całego talentu, nie umywa się do tej :)


Teraz kiedy już słuchacie - świeci słońce, dmucha silny, ciepły wiatr. Rozwiewa włosy i letnią sukienkę...
Wszystko kwitnie, stąpacie po suchym sianie na skoszonej łące i wspinacie się na ułożone w stos snopki, by z nich skakać na kolana w kupę miękkiego siana :)
Jedyne co łapiecie w nozdrza, to powiew wolności i lata. Złoty zachód słońca i bose stopy.
Ahh jak tęsknię za latem na wsi...

Dziś miałam wiatr, słońce i cudowny śpiew ptaków, ale siana jeszcze nie ma :(

Spódnica z kieszeniami - Zara
Top z lusterkami - Stradivarius
Pasek - Zara
Sandałki - Aldo
Kopertówka - Mohito
Bransoletki - India
Okulary - Avon





Photos by POSH blog

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Powitanie wiosny

Po czasie, spóźniona, ale przyszła... łaskawie.
Przywitałam ją szczęśliwa, jak każdy, kto mógł schować precz puchową kurtkę.
Jak na wiosenne zmiany przystało, trochę inna ja, 7kg lżejsza i ruda ;) A nawet do żakietu i koszuli w końcu dorosłam ;)

Zapraszam do czytania moich licznych wypocin, które powstawały jeszcze w czasie, gdy za cholerę nie miałam ochoty wychodzić i brodzić jak bocian w śniegowym błocie.

Smokingowy żakiet - H&M
Luźna koszula - Stradivarius (viva inditex... żadna nie miała wszystkich guzików, może to była wersja Ikea - zrób to sam)
Szorty - Stradivarius
Okulary - Avon
Koturny - Aldo
Zegarek - CK
Torebka - LV Neverfull



PAULINA

niedziela, 14 kwietnia 2013

Przegląd zestawów wiosennych, a filozofia dobrej szafy

Co jakiś czas mam to ulotne wrażenie, że właśnie teraz, w tym momencie odnalazłam swój styl. Ten ponadczasowy, a nie chwilowy zachwyt fakturą i kolorem.
Zaczęło się jakieś pięć lat temu, kiedy na salony weszły ramoneski, ćwieki, potwornie obcisłe sukienki i styl a'la Kelly Bundy.
I właściwie to był początek, zalążek tego, co nazywamy swoim osobistym stylem. W końcu w sklepach zagościły na dobre skórzane kurtki, baa ramoneski! Modowe marzenie mojego życia się spełniło, a krój pozostał ze mną do dziś i chyba nieśmiało mogę stwierdzić, że zostanie już na zawsze. Wcześniej moda oferowała falbanki, plastikowe korale i kobaltowe rurki i bufki w bawełnianych longsleevach - biodrówki. Koszmarek, którego szał ogarnął większość polskich nastolatek.

Ramoneska jest ze mną już od 11 lat, biker boots od 9. Właśnie te dwa ciuchy stworzyły podstawę i były moimi pierwszymi wyznacznikami tego, co nazywamy własnym stylem.

Pojawienie się trendu na Boho miło połechtało mój nieprzemijający zachwyt stylem "cyganki". Ahh kto nie oglądał Dzwonnika z Notre Dame :) Później, jeszcze zanim moda przypomniała sobie o bogactwie wzorów etnicznych, moje oczy cieszył teledysk J. Lopez - Ain't it funny.

Obok atrybutów Easy Ridera stanęło więc bogactwo wzorów i etnicznej biżuterii.
Później okazało się, że ciężkie buty, aviatory, jeansowe spodenki i luźny top mają swoją nazwę - Festival Look, choć mnie kojarzyło się to bardziej z ogólnie pojętym "American Dream" i symbolami wolności. Mniej więcej w tym samym czasie kalosze stały się czymś normalnym, jako, że na plenerowych koncertach błoto na ogół sięga kolan... Zaczęłam chętniej przyglądać się prywatnym strojom Kate Moss - jej butom oraz kapeluszom. Niedługo później zauważyłam, że Festival i Boho świetnie się nawzajem uzupełniają. Trwam przy nich więc od co najmniej trzech lat.

Miałam wiele zakupowych wpadek, wbrew ostrzeżeniom, kupowałam rzeczy jednosezonowe, które ani do mody nie wracały, ani pół roku później w ogóle mi się nie podobały.

Zwieńczeniem mojego misternie plecionego dzieła było pojawienie się dopracowanej pod każdym względem Lany del Rey. Jej dziewczęcych sukienek w stylu lat pięćdziesiatych, butów na słupku i hollywoodzkich fal. Przez rok przeszukiwałam sklepy w poszukiwaniu elementów stylu retro- rozkloszowanych spódnic, rock'n'rollowych sukienek, złotych łańcuchów, koszul bez rękawów, szortów z wysokim stanem.
Styliści Lany odwalili kawał świetnej roboty, a ja wróciłam do oglądania takich filmów jak "The Help", by podziwiać najbardziej kobiece lata mody. Del Rey łączy w sobie grzeczną dziewczynę z przedmieść z buntowniczką w klimacie "Cry Baby", czy "Grease", gotową wsiąść na motocykl, przeklinać i pić z gwinta. To wszystko mnie zachwyciło, jako, że już kiedyś krążyło gdzieś w podświadomości.

Ostatnia potrzeba, była chyba potrzebą wieku, "dorastania" (tudzież starzenia się) i elegancji. Milowym krokiem było dla mnie odkrycie tak oczywistego faktu, że marynarka nie musi mieć nudnego kroju góry garsonki, a właściwie może mieć z nią bardzo mało wspólnego - poczynając od materiału, na kroju kończąc... I że o niebo lepiej wygląda z podciągniętymi rękawami!
Natomiast koszula wcale nie musi być taliowana, krępująca każdy ruch i uszyta z prześcieradła. W elegancji zawsze bałam się sztywniactwa i mundurku. Okazało się jednak, że żakiet założony do króciutkich, dżinsowych szortów nie ma w sobie nic z nudy :)

I znów doświadczam tego uczucia, że "to jest już to", że nie wyprzedam za rok trzech czwartych szafy i nie będę poszukiwać od nowa. Czy i jak bardzo się mylę, pokaże tylko czas...

Nie wiem, czy jestem w tej kwestii wiarygodna, ale posiłkując się książkami Niny Garcii - Klasyczna Setka i Mała Czarna Księga Stylu, postaram się stworzyć kompletną listę tego, co powinnyśmy mieć w szafie. Moda, którą opisuje autorka jest bardzo nowojorska i niezbyt, moim zdaniem, dopasowanaa do naszych realiów. Zgadzam się powiedzmy z 50% treści książek...


Spróbuję zacząć od dodatków:

Okulary słoneczne - Aviatory lustrzanki lub czarne (przydałaby się druga para eleganckich, np nie za duże muchy)

Z mojego doświadczenia: miałam około 20 par bezmyślnie kupowanych okularów i kilka takich, które mierzyłam przed zakupem przez kilka dni z rzędu. Różne kolory szkieł, lennonki, kocie, sportowe Dior Ski... Nie noszę żadnych poza Aviatorami i czasem czarnymi muchami. Od lat.

Bransoletki kółka - drobne, delikatne, złote lub srebrne. Nie mniej niż 20.

Nigdy nie wychodzą z mody, pasują do żakietu, letniej sukienki i sportowego topu. Nadają całości elegancji.

Pierścionek koktajlowy - ja wybieram te zdobione, idealnie pasujące zarówno do podmiejskich klimatów Boho jak i Małej Czarnej. Najbardziej pasuje mi turkus w srebrze.

Kolczyki koła - pasują do wszystkiego i są po prostu piękne. Mam złote i srebrne, noszę je w 90% przypadków założenia przeze mnie czegoś na uszy.

Perły - tak jak koła, pasują niemal do wszystkiego :)

Bogaty, duży naszyjnik - do białego topu, gładkiej sukienki, spodni i spódnicy. Najbardziej pasuje mi srebro z turkusem w klimacie orientalnym.

Dwie identyczne bransolety - mankiety. Czarne lub srebrne.

Apaszka - nie ważne, czy na szyję czy na głowę :)

Małe, eleganckie kolczyki - CC, perełki bądź cyrkonie, czy jak kto woli diamenty :) Noszę rzadko, ale są momenty, kiedy bardziej pasują niż koła, np do pereł.

Męski kapelusz, np Panama

Kapelusz słoneczny z dużym rondem

Paski - jeden do spodni, jeden cienki, pleciony, jeden grubszy, do podkreślenia talii w sukience


Torebki:

Kopertowa torebka - mam uniwersalną, z beżowego lakieru, oprawioną w złotą ramkę. Pasuje do koszuli i szortów dokładnie tak samo jak do wieczorowej sukienki.

Torebka Shopper - ja wybrałam uniwersalną, ponadczasową, prostą i jasną. Jej minimalistyczny krój sprawia, że jest elegancka. Pasuje do sukienek, można w niej zmieścić rzeczy na jednodniowy wyjazd do innego miasta, małego laptopa, drobne zakupy z galerii. Np LV Neverfull

Torebka codzienna - nieduża, ponadczasowa. Tak duża, by zmieścić najpotrzebniejsze drobiazgi, ale jednocześnie tak mała, by nie obciążała pleców i pasowała do letnich sukienek oraz marynarek i dżinsów. Moja jest czarna. Np Chanel 2:55

Torba weekendowa - podobna rozmiarami do Shoppera, ale o luźniejszym, mniej zobowiązującym kroju. Idealnie sprawdza się z luźniejszymi zestawami, festiwalowymi, czy Boho. Np Mulberry Alexa





Buty:

Kalosze - są po prostu pogody, sytuacje, kiedy nie można założyć nic innego, a obecne np Huntery są tak ładne i zgrabne, że spokojnie można je założyć do krótkiej sukienki.

Baleriny - wszędzie tam, gdzie nie musisz zakładać obcasów, a trampki wyglądałyby po prostu głupio. Idealne np do jazdy samochodem.

Conversy, trampki - wygodne obuwie, które nigdy nie wyjdzie z mody.

Czarne i bezowe szpilki - mam różne kolory, ale z doświadczenia wiem, że te dwa pasują do wszystkiego.

Sandałki na płaskim obcasie/japonki - na urlop, plażę, upalne dni.

Botki - do jeansów i sukienek.

Wysokie, klasyczne kozaki - niezastąpione do kryjących rajstop


Espadryle - do wszystkich letnich zestawów, dla których szpilki są zbyt oficjalne

Biker Boots lub kowbojki - są niezastąpione do sukienek, dżinsów i spodenek

Śniegowce - z tego samego powodu, co kalosze

Oficerki (choć mnie obrzydły po wysypie pań w dżinsach, puchowych kurtkach i tychże butach) noszę tylko do mini i ocieplaczy


Ubrania:

Para niebieskich i czarnych jeansów - zawsze i do wszystkiego :)

Biała koszula o kroju oversize - nonszalancka elegancja, polecałabym, jeśli lubicie ją nosić, dokupić jeszcze beżową i jedną w żywym kolorze (ja mam np oranż i żółtą)

Żakiet - czarny i biały, najlepiej o niestandardowym kroju (biały mam niezapinany, czarny waski, smokingowy)

Ramoneska, albo inna skórzana kurtka - Czarna - bo wtedy pasuje do wszystkiego - letnich sukienek, eleganckich, stylu rockowego, czy grunge. Po prostu pasuje zawsze :)

Wełniany płaszcz - nie musisz kupować klasycznego, zabaw się krojem (kup bezowy lub szary)

Dżinsowa kurtka - nigdy nie wyszła z mody!

Kardigan typu boyfriend, czyli po prostu oversize - można go przewiązać paskiem od sukienki, albo założyć do białego t-shirtu i dżinsów

Spódnica ołówkowa...

Trencz - proponuję klasyczny, beżowy

Biały i szary t-shirt

T-shirt z nadrukiem vintage - idealny do ołówkowej spódnicy

Mała czarna - ratuje w każdej sytuacji

Mała biała - po prostu super romantyczna :) Koniecznie musi być zwiewna, wygląda cudownie ze złotymi sandałkami.

Jedwabna spódnica maxi - w kremie, bordo bądź beżu.

Mini spódniczka

Skórzane spodnie - nigdy nie wyszły z mody

Kryjące rajstopy 

Bikini - najlepiej gładkie - białe, brązowe lub czarne

Marynarski top w paski

Parka khaki

Rozkloszowana, taliowana sukienka retro

Szorty

Z takiej listy rzeczy można układać nieskończenie wiele zestawów, które nie wychodzą z mody :)




PAULINA

niedziela, 7 kwietnia 2013

Filozofie Dalekiego Wschodu okiem Kury Domowej :) Sprzątamy!

 Zen, Tao i Feng Shui są zgodne co do jednej rzeczy... Bałagan wpływa negatywnie na nasze życie i samopoczucie. Powoduje uczucie zawieszenia, wstyd przed odwiedzającymi, zatrzymuje w przeszłości i przygnębia. Niesie za sobą dużą utratę czasu na odkurzanie i pielęgnowanie wszystkiego, co mamy. Przyprawia o zmęczenie i utrudnia skupienie się na czymkolwiek. Zaburza cała harmonię życia, bo mało rzeczy ma na nas tak ogromny wpływ, jak otoczenie, w którym się znajdujemy...

Uporządkowanie domu jest symbolicznym otwarciem nowego etapu w swoim życiu :)






Lenistwo jest formą luksusu, dobrze, nie biernie, spędzonym czasem na słuchaniu muzyki, paleniu kadzidełka, kąpieli z olejkiem w blasku świec, spacerze po lesie, poranną kawą na tarasie w słoneczne letnie dni, czy sobotą spędzoną w łóżku z książką. Nie dajmy go sobie odebrać na rzecz uganiania się po tłocznych, hałaśliwych galeriach, godzinach na przeglądaniu sklepów internetowych, a później czyszczeniu, odkurzaniu, upychaniu i przestawianiu w nieskończoność naszych wątpliwie przydatnych trofeów.
Dajmy jednak sobie prawo do błędu. Jeśli popełniłyśmy zakupową gafę, której skończył się już termin na zwrot - zaakceptujmy to i wynieśmy z owej sytuacji naukę na przyszłość. Poczucie winy i psychiczne biczowanie się nie ma najmniejszego sensu. Nikt nie jest nieomylny, a "bubla" zawsze można odsprzedać, oddać komuś, kto go zechce, a może nawet się ucieszy.
Ponoć rujnują nas nie duże i przemyślane inwestycje, ale małe, dawno zapomniane nabytki.

Istnieje nawet coś takiego, jak Międzynarodowy dzień bez zakupów, "jako wyraz protestu przeciwko nadmiernej konsumpcji dóbr w krajach rozwiniętych”.  

"Bałagan powoduje, że często kupujemy dwa identyczne przedmioty i bezsensownie się nimi obarczamy.
Ceną, jaką za niego płacimy jest życie wśród mnóstwa rzeczy, których by nam nie brakowało, gdybyśmy ich nie mieli, o których nie pamiętamy, dopóki nie wyciągniemy ich z głębi szafy lub których być może kiedyś zamierzamy użyć, ale w tej chwili nam przeszkadzają."

Rzeczy, które mamy w domu niejednokrotnie nas przeżyją. Nie czujmy się ich panami, a jedynie osobami, które tymczasowo je przechowują. Nie stańmy się też ich niewolnikami. Jeśli jakiś przedmiot uważamy za bliski naszemu sercu, choć już z niego "wyrośliśmy" (książka, ciuch), oddajmy go i pozwólmy, by inni docenili jego wartość. Jeśli jest tak cenny, dlaczego ma się marnować zapomniany na dnie szafy?

Dominique w Sztuce Prostoty opisuje dwa rodzaje luksusu: prawdziwy i fałszywy.  Pierwszy rozpoznajemy naturalnie, niemal go nie zauważając - wygodne fotele, miękki dywan, bukiet skromnych kwiatów, aksamitny w dotyku koc, ciepło i widok ognia w kominku, piękny kieliszek z ulubionym winem, kosz ze świeżymi owocami z ogrodu. Drugi, fałszywy, to ten, który kupujemy, by naśladować innych, bo zobaczyliśmy go w gazecie, bo chcemy wzbudzić w kimś zazdrość, wypracować sobie sztuczną pozycję w społeczeństwie, pokazać swoją władzę poprzez posiadanie. Tylko, czy prawdziwi ludzie władzy afiszują się swoimi dobrami materialnymi? Wyjeżdżamy do modnych, przeludnionych miejscowości na urlop, biorąc jednocześnie środki uspokajające by wyzbyć się zmęczenia.

Robienie wszystkiego z wyczuciem stylu sprawia, że nasze życie staje się piękniejsze. Miej w domu kwiaty, zawsze, chociażby jeden, stojący w wąskim wazonie na tacy ze śniadaniem, używaj srebrnej zastawy codziennie, a nie tylko, kiedy przychodzą goście. Unikaj tego, co marnej jakości, plastikowe. Słuchaj muzyki do posiłku. Zen uczy, ze prace, które wykonujemy w domu, są swoistym oczyszczaniem samego siebie, oczyszczeniem z brudu. Każda praca idzie nam lepiej w czystym, uporządkowanym pomieszczeniu, a porządek oszczędza czas i odciąża pamięć. Jedną z kluczowych spraw jest, by każda rzecz miała swoje odgórnie przypisane miejsce w domu. Przyczyną bałaganu jest najczęściej nadmiar...

"Wyobraź sobie, że Twój dom spłonął, zob listę rzeczy, które kupiłabyś ponownie, a później tych, których już byś nie kupiła" Wyrzuć, wydaj, odsprzedaj te z drugiej listy. Pamiętaj też, wyrzucając daną rzecz, że już nigdy nie będziesz musiała wycierać jej z kurzu, ani myć :)

Kiedy wyobrazimy sobie, że posiadanie jest bardziej uciążliwe od nieposiadania, wyzbędziemy się zazdrości i przestaniemy oglądać na innych. Człowieka jest w stanie ponoć zaspokoić wyłącznie brak zachłanności. Daleka jestem od życia w ascezie, jednak nie znalazłam w swoim życiu nic bardziej pięknego i zaspokajającego, niż elegancki minimalizm. 
Osoby, które wyzbyły się nadmiaru rzeczy materialnych, potrafią czerpać radość ze wszystkiego jak małe dzieci. Codzienne zajęcia stają się swojego rodzaju rytuałami i dają wiele przyjemności - uprawianie, ogródka, kąpiel, czy zakładanie nowej firmy.

Ludzie kupują różne przedmioty, bo sami nie wiedzą, czego tak naprawdę potrzebują. Nie znając swoich prawdziwych upodobań szukają wciąż więcej i więcej, by znaleźć rodzaj satysfakcji, którego sami nie potrafią zdefiniować.
Jeśli marzysz o posiadaniu domu w stylu wiktoriańskim, a teraz mieszkasz w nowocześnie urządzonym mieszkaniu, nie trzymaj w piwnicy zdobionej lampy tylko na wypadek, gdyby marzenie o domu miało się ziścić. Zaufaj mi, że jeśli będzie Cię stać na ten dom, to na pewno zostanie jeszcze coś na zakup nowej lampy... "Eliminuj wszystko, co nie jest zgodne z Twoim aktualnym stylem życia"
Jeśli właśnie się remontujesz, postaraj się tak dobierać meble i wysokość szafek, by pasowały do Twojego wzrostu. Ułatwi to niesamowicie codzienne funkcjonowanie.

Królestwo konsumpcjonizmu wciąga nas w świat fantazji, marzeń i pragnień, gubiąc wszelką racjonalność. Reklama zachęca nas do coraz to nowego, ulepszonego produktu, kiedy po przetestowaniu, okazuje się, że kupiliśmy dokładnie ten sam krem, który już mamy. Zachęca nas do testowania - testujmy, oczywiście, ale zaprzestańmy natychmiast, kiedy znajdziemy coś, co nam odpowiada. Reklama robi wszystko, by wydawało nam się, że kupowanie uczyni nas szczęśliwszymi, piękniejszymi i bardziej kochanymi.

Pozbądź się z domu krwawych obrazów, trofeów myśliwskich z zabitych dla przyjemności zwierząt. Otaczaj się wyłącznie tym, co pozytywne i naturalne - drewno, minerały, kamień, rośliny, naturalne włókna.

To, co głównie powstrzymuje nas przed wyrzucaniem, to obawa utraty pieniędzy. Często wydaje nam się, że posiadamy majątek w meblach, kolekcjach, bibelotach. Prawda jest niestety taka, że większość tych przedmiotów traci na wartości 50% już po odejściu od kasy, stając się przedmiotem używanym. Spieniężmy więc to, czego nie używamy. Książki zanieśmy do antykwariatu, ubrania i sprzęty wystawmy w serwisach aukcyjnych, a za zarobione pieniądze pojedźmy sobie odpocząć gdzieś na weekend.
 Różne źródła mówią, że używamy tylko 20% tego, co posiadamy. Społeczeństwo jednak w dalszym ciągu wmawia nam, że szczęście, to zaspokajanie wyłącznie potrzeb materialnych - duży dom, wystawne przyjęcia, modne ciuchy i drugi samochód. Takie podejście powoduje jedynie oddalenie się od nas samych i naszych prawdziwych potrzeb.

Osoby, które mają wieczny bałagan, gromadzą przedmioty, których nie umieją się pozbyć lub ciągle kupują, powinny zapoznać się z definicją Zespołu Diogenesa, Hoardingu, którego dość dobry opis znajdziemy w Sztuce Minimalizmu.

 Cytaty: Sztuka Prostoty, Sztuka Minimalizmu - Dominique Loreau

 

 Kuchnia 
Porządki w szafkach kuchennych i lodówce są świetnym pretekstem do zrewidowania swojego sposobu odżywiania i wprowadzenia zmian. Kupowanie żywności w nadmiarze jest o wiele większym marnotrawstwem, niż jej wyrzucanie. Nie dość, że obciąża zupełnie niepotrzebnie nasz budżet, to marnotrawienie żywności wobec milionów głodujących ludzi na świecie, okrywa naszą cywilizację hańbą.

Co wystarczy mieć w kuchni:

dwie patelnie, mniejszą i większą, ewentualnie woka, jeśli mamy kuchnię gazową
jeden duży, dwa średnie i jeden mały garnek
durszlak lub sitko
kubek- miarkę z podziałką
małe, precyzyjne miarki
formę do ciasta
naczynie żaroodporne
minutnik
deskę do krojenia
woreczki, folię aluminiową
miskę na owoce, miskę do mieszania
kilka pojemników, do zapakowania żywności do pracy lub dla gości
tarkę 
obieraczkę
ostry nóż plus mały do obierania owoców
łyżki do sałaty, siatkową do wyjmowania pierogów z wody, łopatkę do patelni, łyzkę wazową
osełkę
filtr do wody
korek do butelek
deskę do krojenia mięsa (koniecznie osobną niż ta do warzyw)
precyzyjną wagę 
kilka ściereczek
spieniacz do mleka (moi goście uwielbiają kawę z pianką)
pokrywkę na rzeczy odgrzewane w kuchence mikrofalowej (zapobiega wysychaniu)
siatkę na patelnię (zapobiega pryskaniu tłuszczu)
wyciskarkę do czosnku
lejek
Ja osobiście polecam zaopatrzenie się jeszcze w foliowe kapturki na naczynia do lodówki.





Ze sprzętów nie potrzebujemy nic poza mikserem (najwygodniej stojący z obracaną misą), stojącym blenderem do robienia zup i koktajli oraz sokowirówką.    

Trzymaj na wierzchu tylko tyle kompletów naczyń, ilu używasz, a jeśli nie masz zmywarki - staraj się mieć jeden na osobę i myć go po każdym posiłku. Nigdy nie stworzysz w zlewie góry brudnych naczyń.
 Zaopatrz się w ładne, uniwersalne szklanki, w których można podać piwo, mrożoną kawę i wodę. Kieliszki do wódki, wina i szampana uważam, że w domu po prostu wypada mieć, ale jeśli nigdy nie miewasz gości, kup sobie po jednym, tylko dla własnej przyjemności. Herbatę i kawę możemy podawać w identycznych filiżankach. Nie ma więc potrzeby kupowania oddzielnych i tworzenia sterty kurzących się naczyń.
Kup zestaw uniwersalnych miseczek i półmisków, które możesz dobrać w zależności od podawanej przyprawy.

 Vialli Design - miseczki do dipów i dwa półmiski na tacy możemy szybko zamienić na zestawy do podawania sushi.

 Podłużne półmiski na koreczki sprytnie chowają się jeden w drugi, zajmując bardzo niewiele miejsca.

Zamiast uciążliwego prasowania obrusa, wybierz wąski bieżnik i podkładki bądź serwetki pod talerze. Piękny, drewniany stół będzie wyglądał o niebo lepiej. 

Mniej naprawdę znaczy więcej :) 
Wyrzuć książkę kucharską, jeśli pełni w Twoim domu tak samo dekoracyjną rolę jak opasłe słowniki i tomy encyklopedii. Czasy książek już bezpowrotnie minęły. Zachowaj tylko sprawdzone przepisy, możesz je spiąć w małym segregatorze. Jeśli lubisz gotować, ściągnij na telefon aplikację np przepisy.pl, która codziennie podsyłać Ci będzie przepis dnia. Motywuje to do działania o wiele bardziej niż myśl o wertowaniu ciężkiej, zakurzonej książki.

Jeśli nie masz osobnej pralni, proponuję umieścić wzorem amerykańskich gospodarstw, pralkę w kuchni. Odciąży to wizualnie łazienkę, a szafka pod zlewem jest wprost idealna do trzymania proszku. U mnie są dwa, wsypane do plastikowych pojemników - do bieli i do kolorów. Płyn do płukania, odplamiacz, miarka do nasypywania kupiona na dziale spożywczym w Tesco. W kuchni mam też podręczny zestaw do sprzątania - kilka ściereczek, spray do mycia szyb, który idealnie sprawdza się przy blatach, płycie grzewczej, ręcznik papierowy i niezbędne do usuwania plam ze stali szczotkowanej, polerujące chusteczki na bazie oleju, sól lub tabletki do zmywarki. Worki na śmieci i wysoki płyn do płukania stoją w jednym z koszy do segregacji odpadków (mnie w zupełności wystarczają dwa z trzech). 

 Ilość worków na śmieci wynika z bałaganu, jaki mieliśmy... Nie mogąc znaleźć poprzedniej rolki, kupowaliśmy wciąż nowe, choć i tak worki, uważam, dobrze mieć w zapasie, ale nie aż tyle ;)


  


Jak już pisałam poprzednio - najważniejsze, by wszystko mieć pod ręką. Nic, co regularnie używane nie ma prawa stać na dnie szafki, bo takie ustawienie może przysporzyć jedynie frustracji w codziennych czynnościach. Makarony, kasze w otwartych torebkach wysypują się przy każdym ruchu. Do tego taka szafka po otwarciu wygląda jak jarmark :/ Utrzymanie porządku i przejrzystość oraz doskonałą kontrolę tego, ile czego pozostało, zapewnią przezroczyste pojemniki na żywność.
Oszczędzą też sporo miejsca i już nic się nigdy nie wysypie na podłogę.


 Oto cała moja szafka z jedzeniem - mam tutaj wszystko - płatki śniadaniowe, owsiane, ryżowe,  zapas cukru, rzadziej używaną herbatę, ryż do zup i dla psa, ryż brązowy i biały w woreczkach, makaron do zup i do sosów, do spaghetti, miętę, kostki sojowe do zup i sosów, kostki rosołowe i kawę zbożową, a w tle mąkę, której używam tylko podczas pieczenia ciast, czyli dwa razy w roku.
Sokowirówka, blender, miód i kilka sosów.


Mikrofalówki ponoć najzdrowiej w ogóle nie posiadać, ja jednak jestem zwolenniczką korzystania z paru cudów techniki ułatwiających życie. Odgrzewam w niej tylko pizzę, ryż i jedzenie dla psa. Jeśli już musisz ją mieć - ukryj w szafce :)



Szuflada z przyprawami staje się najbardziej funkcjonalna, kiedy mamy w miej dużo przegródek. 
Na ślepo o 2 w nocy jestem w stanie sięgnąć galaretkę, oregano, albo przyprawę do Gyrosa.


Osobno trzymam zioła, osobno słodkie przyprawy jak cynamon, czy goździki, osobno zachcianki deserowe, jak galaretka, czy budyń, osobno przyprawy do ryb i kurczaka i osobno te do mięs i tematyczne. 
Pojemniki z wyjmowanymi, regulowanymi przegródkami Betterware.
Klipsy na torebki Ikea.

Częścią integralną kuchni jest spiżarnia. Tu trzymamy własnoręczne przetwory i wszelkie zapasy jedzenia. W mojej jest płaska paczka kukurydzy na Popcorn, która przydaje się zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie, cukier, ryż, sosy chińskie i spaghetti, nadwyżka przypraw, mleka, koncentraty pomidorowe do zup, zapasowa folia do pieczenia i kilka papierowych ręczników oraz bieżące zapasy jedzenia na dany tydzień. 


Na koniec małe doświadczenie - co może zrobić roztwór chloru i odrobina oliwki (ja używam ściereczek do stali, ale ponoć oliwka świetnie je zastępuje).

 Czysty garnek ze zmywarki po roku używania.
 I po przetarciu go szmatką z roztworem chloru...


I okap - po wytarciu z kurzu na mokro:


 A tu po wypolerowaniu ściereczką do stali - Betterware.




 :)


posh